Strona:Klemens Junosza - Przy kominku.djvu/168

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    Do pilnowania robotników, kontrolowania furmanek, do wypłat i prowadzenia rachunków potrzebny był „pisarz.“
    Na tę posadę, dzięki lamentom Mośkowej, hałaśliwej interwencyi cioci Dwojry i listowi Abrama, przeznaczony został właśnie p. Mojsie Pomeranz, z pensyą wynosząca dwadzieścia rubli na miesiąc, z prawem należenia w drobnej części do spółki, tudzież z przywilejem sprzedawania chłopom, pracującym w lesie, gorzałki, bułek, śledzi i tytuniu na własny rachunek.
    Mojsie miał zamieszkać w lesie, w baraku naumyślnie dla niego skleconym, i miał zaraz objąć posadę i pełnić przywiązane do niej obowiązki.
    Nic tedy dziwnego że idzie z podniesioną głową, z miną człowieka mającego przed sobą przyszłość świetną, nic dziwnego że stawia kroki raźne... i również nic dziwnego że się trochę męczy.
    Duch jest silny, ale ciało mdłe i niemocne, nędzna, zdezelowana lokomotywa, w której, chcąc żeby się posuwała naprzód, trzeba obficie palić chlebem, kartoflami, cebulą, rzodkwią — a Mojsie oszczędny jest palacz i dlatego pociąg jego, który z początku szedł z kuryerską szybkością, zwalniał bieg coraz bardziej, wlókł się jak towarówka, aż nareszcie stanął.
    Jest to objaw naturalny; nawet oblubieniec w dzień swego wesela, nawet nabożny hasyd po skończeniu świąt jesiennych nie tańczy bez końca, ale tylko do pewnego kresu. Gdy ten kres przychodzi, tanecznik siada, ociera pot z czoła i powiada, że już więcej tak dzielnie dokazywać nie potrafi.