Strona:Klemens Junosza - Monologi.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


czego mam się bać? za co? Najpierw piszą całe „megile,“ jak gonili, jak złapali bułanego konia, a na nim Abusia Gelbwassera... Pytają się mnie:
— Czy widziałeś, jak Abuś jechał na bułanym koniu?
Ja mówię:
— Ktoś jechał na koniu, ale noc była ciemna... ani człowieka, ani konia nie mogłem poznać... Widziałem tylko, że koń był pod spodem, a człowiek na wierzchu.
Zapisali moje słowo. Pytają chłopów — oni wszyscy chcą przysięgać, że koń był bułany. Okropnie-bo chłop prędki do przysięgania — jabym się bał. Pytają Abusia:
— Tyś ukradł bułanego konia?
On powiada:
— Panie wójcie, to jest rozbójstwo! Ja mam połamane ręce i nogi, ja jestem pokrwawiony, ja jestem chory, ja jestem zabity. Te chłopy mnie zamordowali, ja żądam protokół.
Wójt pyta go znów, dlaczego on ukradł bułanego konia, na którym go złapali? Abuś zaczął krzyczeć: Gwałtu! On w swojem życiu bułanego konia nie widział, on nawet nie rozumie, jaka to jest maść; on jechał na białym koniu, z obdartym bokiem; tego konia zna cała okolica, to jest koń Jankla Katza, który może poświadczyć, że go w pilnym interesie