Strona:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

stem skanalizowany już od roku i już z tego powodu podniosłem wszystkim lokatorom komorne.
Cześć zasłudze, panowie!
Mało jest takich obywateli jak nasz Kocio! Na honor, mało.
Nie należy on do żadnego towarzystwa filantropijnego, bo szanuje grosz; ja, nie chwaląc się, należę do trzech i, wprawdzie groszy wiele nie daję, ale honorowo urzędy pełnię.
Znają mnie na Starem i na Nowem Mieście, a takie mam niewzruszone, takie katonowskie zasady — że gdyby kto z głodu konał, to mu nie wyjednam ani szaląga wsparcia, dopóki cała sprawa nie przejdzie przez czternaście komisyj! Robią mi czasem zarzuty, że biedny w samej rzeczy umarł, nim się rezolucyi doczekał — ale cóż ja temu winien, że był w gorącej wodzie kąpany i nie czekał na decyzyę ostateczną.
Panowie! jeżeli podnoszę ten kielich, to tylko dlatego, aby w tem to szlachetnem gronie oddać należną cześć zasłudze.
Kochany Kocio ożenił się w tym samym roku co i ja. Nie chcę bynajmniej wymawiać, że zacna pani Konstantowa, małżonka szanownego jubilata, była w chwili, gdy się dozgonnym połączyli węzłem, nie młoda, nie imponująco piękna, nie tęgiego zdrowia, nie bogata i że miała ubogich krewnych.
Co do mnie, wziąłem w tymże czasie pannę