Strona:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

branem kółeczku „intime.“ Znają mnie też nietylko w Warszawie, ale i w okolicach podmiejskich i abym się tylko pokazał, służba kłania mi się nizko, gospodarz wybiega na moje spotkanie gdyż wie, że jako specyalista nigdy sam nie chodzę, lecz zawsze kogoś prowadzę za sobą.
I w rzeczy samej, albo się społeczeństwu swemu służy, albo się nie służy — ja mu służę, a pochlebiam sobie, że służę dobrze, uczciwie, z poświęceniem. Naprzykład podoba się komuś kusić fortunę — zwyczajna rzecz, młody człowiek ma coś do zaryzykowania, ale jest przyjezdny, nie zna nikogo w mieście. Do kogóż się uda po radę, kto go wyprowadzi z kłopotu? — Oczywiście ja — specyalista. W tej chwili znajdę czterech, pięciu, dziewięciu iudzi młodych, również pragnących próbować szczęścia i powiększyć swe kapitały. Ja ich wnet jednych z drugimi zapoznam, otworzę im moje własne mieszkanie, dam własny stolik, świece, karty, nawet dobrą kolacyę i wina, ile zechcą. Ktoby inny zrobił taką dogodność?! I nie myślcie państwo, że robię to tylko dla przyjaciół i blizkich znajomych? Bynajmniej — dla każdego, choćbym go widział po raz pierwszy w życiu. Ludzie, jak wiadomo, wdzięczni nie są — i częstokroć odpłacają złem za dobre. Tacy młodzieńcy przy grze pokłócą się czasem, niekiedy nawet idzie „de grubis“ i cała złość zwraca się na mnie. Mówią, że utrzymuję szulernię, zwabiam niedoświadczonych,