Strona:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

man, pan masz w twarzy dwa style, trzy style: rokokie, barokie i kawałeczek zopfu. Pan jesteś urodzony na model... Siadaj pan, obaczysz jaką ja zrobię z pana małpę!... Był tak zachwycony moją twarzą, że nawet nie umiał się wyrazić delikatnie... No powiada, siadaj pan i siedź... Śmiej się pan cokolwiek — ja się śmiałem, a teraz mówi: zrób pan taką minę, jakbyś pan miał zmartwienie albo boleść... — Na co ja mam mieć boleść, jestem zdrów! — Nic nie szkodzi! Ja się skrzywiłem, on krzyczy: — zachowaj pan ten wyraz twarzy, to jest cudowne!... Słyszał pan?! Siadałem de tego interesu pięć razy i ten artysta zrobił coś fajn! To nie był maskaron, to ja byłem, moja własna twarz, moje oko, mój uśmiech, moje delikatne skrzywienie — cały ja!... Te maskarony miały być w moim szóstym domu, bo ja stawiałem wtenczas szósty, ale je zatrzymałem do siódmego, do tego, co, choć pan radca nie wierzy, ja stawiam dla siebie... Nad każdym kominkiem będzie maskaron z mojej twarzy, z twarzy gospodarza! Lokator będzie miał mnie przed oczami, on zrozumie, że mój przyjemny wyraz oczu znaczy, że ja delikatnie przypominam się o komorne, a boleść w moim skrzywieniu da mu poznać, że go z wielką przykrością będę musiał wyrzucić, jeżeli w terminie nie zapłaci.. Jaki to śliczny język sztuki, jaka wysoka myśl stylowa! Ja to zabieram do mego siódmego domu, tylko proszę pana radcego w tych lokalach