Strona:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

powiada: — panie Figelman, obstaluj pan sobie „majzoleje.“ Co to jest „majzoleje?“ Powiada: — to taki familijny nagrobek. Słyszałeś pan, jaki to gruby dowcip, artystyczny koncept!! Kto inny byłby się obraził, ja nie. Ja ich ukarzę pieniężnie, dostaną 5% mniej za robotę. Ja obstalowałem u nich rozety, fasety i maskaronów, cztery kantarydy do frontu, gzymsy do pilastrów i różne kroksztynki, jak pana radcego wiadomo, żeby było elegancko. Obstalowałem jeszcze przeszłego roku. Było z nimi dość kramu! Oni powiadają: — panie Figelman, pan potrzebujesz stylowe fasety, czysty barok: a ja mówię: „nie zawróć pan głowę, pan jesteś artysta, pan potrzebujesz wziąść zaliczkę i robić co ja chcę. Nie żaden barok tylko ptaszki! To bardzo ładny styl, ten ptaszkowy styl! Na fasecie co dziesięć cali jest gipsowe gniazdko i gipsowe dwa kanarki. Nasi lokatorowie to lubią, oni mają z natury taką poczciwą familijną tendencyę. Jeszcze artyści mi mówili o stylach, ale musieli zrobić, jak ja chciałem. To gadanie jest! Czyje pieniądze, tego styl.
Nie mogę powiedzieć, zrobili wszystko, oprócz maskaronów na kominki. Dlaczego to jeszcze nie gotowe, ja się pytam. Artysta mówi, że nie mógł dostać model. Co to jest model? Taki człowiek, co ma twarz w stylu, podług niego robi się maskaron. — A czy ja mam twarz w stylu? On obrócił mnie do okna i aż krzyknął: panie Figel-