Strona:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu/25

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    siódmy dom stawiam, sześć przehandlowałem i wszystkie były bardzo zdrowe, tylko dwa trochę musiałem podstemplować, ale za to jakie ozdobne! Taka spekulacya na domach, to żaden smak. Można trochę zarobić, ale jaka praca! Pan radca ma grymasy a majstry to grube ludzie, bez delikatności... Siódmy dom! Czy to bagatela! Ja go nie stawiam na fuszerkę, bo to dla mnie. Ja go nie myślę sprzedać, chyba, żeby mi kto bardzo dobrze zapłaci...
    On musi być bardzo ozdobny Na froncie koniecznie trzeba dać takie złocone złocistości, takie mendaliony, jak imperyały wprost z pod stempla; trzeba dać kroksztynki, kaputele, gzymsy, figury... Ja zapłacę! Ja lubię elegancyę; ja już obstalowałem drewniane schody na marmur, także maleńkie terakotki do sieni. Pumpejańska sień czerwona, aksamitne balistrada do schodów, mosiężnych pręcików pod dywan; cztery żelazne bronzowane panienki do trzymania gazowych lamp, kolorowe szkło do okien schodowej klatki. Sztukateryę też obstalowałem u artystów... Oj! przyznam się pana radcego, że z tymi artystami to jest gorzkie życie! Ja ich znam, oni są rzeźbiarze, odlewniki z gipsu, oni też mogą zrobić, niech Bóg broni nagrobek... To dzikie ludzie! Ja przychodzę do jednego, zamawiam rozetów, fasetów, maskaronów na kominki. Daję nie dużo, bo kto może teraz dużo płacić? Wiesz pan co on powiada? On