Strona:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

znowuż cały personel mego biura jest w negliżu, znowuż się robi gwałtowny ruch; saki, paltoty idą napowrót do magazynu, a ja, jak zwyczajnie, trochę na spacer.
To nie jest lekki chleb, wierzcie państwo, to nawet ciężka praca! Klientela jest głównie z prostego stanu, z takich ludzi, co zarabiają rękami.
Ja ich znam, ja wiem, co oni potrzebują... A co oni potrzebują?
W sobotę odbierają swoją zapłatę i zaraz im się chce pić i porządnie ubrać, więc wykupują swoje saki; w poniedziałek znowuż im się chce jeść, a do roboty im nie trzeba porządnej garderoby, więc zastawiają napowrót swoje odzienie — tym sposobem wędrujący sak jest zawsze w ruchu, a ja dwa razy tygodniowo mam wielkie zatrudnienie.
Ciężkie życie, na moje sumienie, i lombard nie słodki interes. Państwo sami wiedzą, że jeden procent na miesiąc, a trzy procenty za przechowanie to się nie opłaci.
Utrzymanie kota policzyć, terpentynę policzyć, a stratę zdrowia policzyć, gonienie móla, własne sapanie i kaszel, to co jest w zysku? Nic.
Całe szczęście, że ta zastawiana garderoba lubi wędrować, że w jednym roku bywa pięćdziesiąt dwie niedziele i kilkanaście świąt, że za ka-