Strona:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

żeby przez całe życie mieli tylko z mólami wesele.
Swoją drogą mól uciekł.
Teraz państwo widzą sami, że jeżeli się bierze trzy procent za przechowanie, to się nic nie bierze i więcej jest przytem straty zdrowia, aniżeli zysku.
Oj, na moje sumienie, jabym już dawno ten lombard zamknął, żeby nie wędrująca garderoba, żeby nie podróżujący sak i beinkleidery. To jedno daje jeszcze cokolwieczek zysku.
Naprzykład tak: W poniedziałek rano, ledwie się dzień zrobi, to już u nas jest pełno interesantów. Oni siedzą w sieni, czekają na schodach, a niektórzy, gwałtowni, kołaczą do drzwi, wprost do kantoru, żeby im zaraz otworzyć.
No, cóż robić, oni potrzebują, a ja mam takie serce, że lubię ludziom wygodzić, więc zrywam się z łóżka, kładę na siebie szlafrok, każę otwierać biuro. Cały personel jest w negliżu, moja żona, moja córeczka też w negliżu, bo nie ma czasu na robienie elegancyi.
Zaczyna się ruch, każdy interesant zastawia sak, parę spodni albo, jak zimową porą, palto. Zastawia na miesiąc, dlatego, że na krótszy termin u nas się nie przyjmuje. Bierze pieniądze, bierze kwit i idzie sobie do swojej roboty.
Mamy takiego gwałtu dwie godziny, a potem, jak oni wszyscy sobie pójdą, my bierzemy się trochę