Strona:Klemens Junosza - Milion za morzami.djvu/8

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    kich potrzebnych utensyliów, aby czego nie zapomniéć.
    — Kałamarz, — mówił — papiery, pióro, papier, scyzoryk, chustka do nosa, zegarek, tabakierka, świadkowie.... bo gdzie to czego szukać na wsi? Komornika niebardzo lubią, zawsze nie jest miłym gościem, w razie potrzeby chłopów za uszy trzeba z kątów wywłóczyć, żeby byli świadkami — a tak... jak człowiek ma z sobą wszystko, to i kłopotu uniknie i czasu nie zbałamuci.
    Tym rozumowaniom dwaj panowie z kolorowemi nosami zawdzięczali swoję pozycyę społeczną, tytuł obywateli krajowych i możność upijania się trzysta sześćdziesiąt pięć razy do roku.
    Z możności téj nie korzystali jednak, gdyż jako zawsze pijani, nie mogli się upijać.
    Bryka toczyła się po gościńcu, zmierzając wprost do Dębianki; nareszcie wśród szczekania trzech kundli stanęła przed domem.
    Spodziewał się widać téj wizyty Prawdzicki, bo wyszedł na dziedziniec, psów odpędził, a pana Tradulskiego powitał lekkim ukłonem, zapraszając go do pokoju.
    Wszedł za nim i pan Icek i świadkowie, którzy jak dwa posągi ustawili się przy drzwiach.
    Komornik rozłożywszy papiery, zaczął czytać:
    — Na żądanie Icka Zweinos i z mocy wyroku...
    Prawdzicki przerwał mu:
    — Dobry panie, racz się nie trudzić, wiem o co idzie, załatwijmy tę całą przykrą sprawę po cichu, wiele mi na tém zależy.
    — Za co ma być cicho? — wtrącił kupiec — owszem niech będzie głośno! za moje siedemnaście rubli kosztów.
    — Mój Icku — rzekł stanowczo Prawdzicki — nie awanturuj się... lepiéj zgodnie się załatwimy; tam — rzekł wskazując na drzwi — jest moja córka, chora, wczoraj dopiero z drogi przyjechała.
    — Oj, oj, znam jéj bardzo dobrze, taka delikatna panienka, bardzo godne osoba, ona buła za gubernantkę u państwa Dryptalskiego z Gapimuszków, i jemu téż znam, kupowałem tam okowitę... bo komu ja nie znam. Wszystkie obiwatele w całe tutejsze okoliczność chwalą Ickowi za jego delikatnoszcz... Nu, nic szkodzi, niech pan sobie nie boi... pan komornik tyż jest dobry człowiek, on jeszcze jak jest trzydzieści lat komornikiem, nie zabrał ani jedne poduszke, ani żaden materac...
    — Tak, tak, panie łaskawy, pochlebiam sobie, że nigdy nie dotknąłem efektu wyłączonego od zajęcia przez prawo...
    — Wiem, wiem, panie dobrodzieju, opinia powszechna oddaje panu zasłużone pochwały, dla tego téż sądzę, że zechcesz pan być pośrednikiem w polubownym układzie.
    — Dla czego nie? jeżeli wierzyciel się zgodzi... mnie wszystko jedno.
    — Siadaj więc Icek, pogadamy.
    — Ny, a co z tego siedzenia będzie? ja nie jestem kura żebym siedział, ja chcę zaraz zrobić skutek... ja jestem skrzywdzony.
    — Daj pokój, zarobiłeś tu grosz na groszu...
    — Oj waj! niech moje wrogi to nie zarobią, co ja zarobiałem na pana...
    — Zresztą nie o wielkie rzeczy tu idzie — po żniwach ci oddam.
    — Małe rzeczy! — tysiąc złotych z procentem i kosztami, — co pan za gadanie powiada, za co ja mam czekać?
    — Dam ci parę korcy zboża...
    — Mnie furmanka drożéj kosztuje, ale ja panu co powiem... Ja mam bardzo wielkie miętkość w sercu — jak ja widzę że komu ciężko jest, to mnie tak zaraz w sercu ściska...
    To mówiąc, przyłożył rękę do brzucha.

    (Dalszy ciąg nastąpi.)