Strona:Klemens Junosza - Milion za morzami.djvu/10

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    i wyrwawszy ojcu z rąk kontrakt, podarła go na drobne kawałeczki....
    — Maniu! — rzekł Prawdzicki.
    — Przebacz ojcze, — rzekła całując go w rękę, — ale czyż mogłam zezwolić, mając inny sposób wyjścia z ambarasu.
    — Co to jest? — krzyczał Icek, — taka młoda panienka, żeby zrobiła taki gwałt! żeby podarła taki piękny papier co sam pan komornik napisał, co miał dwa oczy na stempel! to jest kryminalny proces. Czy pani wie, że ja z tym papierem to pani ojca wyciągałem z błota. Hast dy gewidział, dus yst a ganze kimedye....
    — Cicho! — krzyknęła dziewczyna, tupnąwszy energicznie nóżką, — wyjdź pan ztąd zaraz! nie mamy z sobą nic do czynienia.
    — Aj waj, — rzekł Icek zmieszany i zdziwiony razem, — za co ja mam wyjść, ja przyszedłem tu po moich pieniądzów, po moje prace! po moje krew! Żebym ja tak miał szczęście do handlu, jak ja u samego hrabiego w Dziurawéj Woli, piłem arbatę z harakiem i siedziałem na takie wielkie kszesło, co sobie samo kiwało, jak kołyska od małych dziecków! Za co ja mam wyjść?
    — Nie znam się na prawie, ale zdaje mi się, że kiedy pan komornik tu przyjechał, to obecność pańska jest zupełnie zbyteczna.
    — Ma pani dobrodziejka najzupełniejszą słuszność, — rzekł komornik z pełnym starożytnéj galanteryi ukłonem. — Kiedy ja przyjechałem, to pan Icek może odjechać.
    — Więc niech pan kupiec wyjdzie.
    — Nu, nu, niech ja sobie wyjdę, ale my jeszcze będziemy sobie oglądali na licytacyi, na li-cy-ta-cyi, — powtórzył akcentując każdą sylabę.
    Kiedy się drzwi za Ickiem zamknęły, Mania zwróciwszy się do komornika, zapytała go nader uprzejmie:
    — Niech mi pan będzie łaskaw powie, o jak wielką sumę tu idzie?
    Komornik wymienił cyfrę.
    — Racz pan usiąść, w téj chwili zapłacę.
    I wybiegła do swego pokoju, zkąd wróciła z paczką biletów bankowych w ręku.
    Sprawa cała ukończyła się w pięć minut.
    Z przed domu ruszyła bryka, unosząc obywateli z kolorowemi nosami, komornika i Icka, który był tak zdziwiony, że zapomniał fajki zapalić tylko gryzł cybuch i szeptał do siebie, spoglądając na młynek trajkoczący w oddali:
    — Na co mi zapłacili? po co zapłacili, dla czego ja nie mam młyna? dla czego mój Lejzor tam nie siedzi? Za co ja jestem skrzywdzony?