Strona:Klemens Junosza - Drobiazgi.djvu/63

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    65

    już leżało mięso, garniec tylko co kupionych kartofli i paczka papierosów.
    Widocznie wiktuały te przeznaczone były na odżywianie szlachetnej głowy miasta i jej licznej rodziny.
    Jeszcze dziewka nie opuściła pocztowego dziedzińca, gdy z lufcika wychyliła się głowa w nocnym czepku i zawołała:
    — Magdusiu, Magdusiu! chodź no tutaj!
    Dziewka stanęła przy oknie.
    — Bo to widzisz, kiedy jesteś, to zaraz weźmiesz słoninę, dla pani prezydentowej.
    — Dobrze, proszę pani.
    Po chwili, kilka funtów słoniny przygniotło mnie całym swoim ciężarem. W zetknięciu z temi szczątkami opasłego wieprza, czułam jakąś błogość, ciało moje stawało się przezroczystem, litery nabierały niezwykłej czarności.
    Leżąc już na urzędowym stole magistratu, zadawałam sobie pytanie: czy też ujrzę kiedy rodzinę państwa Jajkowskich?
    Prezydent miasta załatwiał najważniejsze sprawy, nie spuszczając ze mnie oczu. Tłustemi palcami swej poważnej dłoni przewracał mnie na wszystkie boki i szeptał: