Strona:Klemens Junosza - Drobiazgi.djvu/64

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    66

    — Już to my z Bismarkiem zawsze się zgadzamy: ja powiadam cło — i on cło. Czemuż nie jestem jego pomocnikiem?
    — Pszeproszę wielmożnego prezydencie, odzywa się jakiś pokorny głosik u drzwi.
    — A co chcesz... panie tego...
    — Jankiel Fajnbube chciał zobaczyć kursów na gazecie.
    — No masz i zaraz odnieś do pana kasyera.
    Uczułam ożywcze ciepło misiuresowej piersi i w kilka minut niespełna znalazłam się w dużym składzie okowity.
    Jankiel Fajnbube spojrzał na mnie, zrobił kilka notatek na moim własnym marginesie i położył mnie na stół, gdzie straciłam przytomność.
    Czułam szczególne jakieś upojenie. Później przekonałam się, że pochodziło ono z bardzo naturalnej przyczyny. Wciągnęłam w siebie najmniej pół kwarty wódki, rozlanej na stole w biurze handlowo-komisowem, wielce szanownego obywatela, Jankla Fajbube, kupca drugiej gildyi.
    Skutkiem tego upojenia, utraciłam przytomność i nie wiem zupełnie co się zemną działo.