Strona:Klemens Junosza - Chłopski honor.djvu/4

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

rozciągają warzywne, tam mak się czerwieni, słoneczniki wielkie zwracają się za słońcem — a za rzeczką, precz aż do samego lasu, łąka zielona, pachnąca, kwiatkami usiana — a las! Sosna przy sośnie, dąb przy dębię, a między drzewami leszczyna, a przy ziemi paprocie, a mchy, a jagodziny...
Tu latem jagody, tu jesienią grzyby, tu ptaszyna śpiewa, sośnina pachnie, zajączek między drzewami się przemyka, wiewiórka cudaczne skoki wyprawia... a zimą nieraz głodne wilczysko wyje.
Niechże nad tem polem, wioską, rzeczką, łąką, nad lasem zaświeci słonko jasne, niech się przejrzy w tej wodzie srebrzystej, w tej rosie, co na trawie i na kwiatkach wisi, to dopiero się piękność wioski w całej pełni pokaże. I staniesz zdumiony i patrzeć będziesz, i podziwiać wielkość Bożą i urok dziwny tego cichego zakątka.
Może gdzieindziej po świecie wspaniale, bogato i cudnie, lecz u nas jakoś miło i zacisznie.
Aleć ja wam miałem o chłopskim honorze opowiadać, więc, już nie bałamucąc, idę do rzeczy.