Strona:Klemens Junosza - Chłopski honor.djvu/3

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    pomarańcze, cytryny, oliwne drzewo, migdałowe krzaki, woniejące niby najprzedniejsze kadzidło. Tam winna latorośl pnie się po wzgórzach, jakby u nas chmiel dziki albo powój, a na gałązkach swoich dźwiga grona złociste, lub czarne, a wszystkie duże i pełne soku, z którego wino robią. Tam każdy owoc piękniejszy i słodszy, ptaki ładniejsze, motyle osobliwe, niebo zawsze jasne; ładnie tam.
    Ale my, swego chowu ludzie, w owe dalekie kraje nie pójdziemy; tuśmy się urodzili, na tych zagonach pracujemy, na wiejskim cmentarzyku pod białą brzózką na wieczny spoczynek nas ułożą, więc pięknością swego zakątka się cieszmy, a chyba ślepy tylko powie, że tu u nas nie ładnie; ślepy albo bezrozumny.
    Nie ma tu gór niebotycznych, ani wodospadów szumiących, nie ma wina, pomarańcz i migdałów, ale jest kawał roli żyznej, jest las szumiący, jest łączka usiana kwiatami, rzeczka, niby wstęga jasna, niebo nad naszemi głowami.
    Spojrzyjcie bo tylko na naszą wioskę — Zagrody!
    Nieznaczne wzgórze zniża się tu jedną stroną ku rzeczce; pocięte w garbate zagony, srebrzy się żytem, złoci pszenicą. Tam wąsaty jęczmień, tam owies kiściasty, ówdzie znów dalej kwitnąca tatarka bieleje. Wioska między drzewami się tuli, białe chałupy wśród ogródków, koło każdej to sadek wiśniowy, to gruszeczka, to jabłoń, a gdzie-niegdzie stara lipa rozłożysta, sokora ogromna, to znów topolina smukła.
    Z za zieloności chat mało co widać, boć to i chaty gospodarskie, nizkie, dobry chłop reką do strzechy dostanie — dymek się tylko kurzy z kominków; gdy pogodny dzień, to wysoko ponad drzewa się wznosi.
    Tuż przy wiosce lipy stoją wieńcem; rozstawiły się dokoła kościołka murowanego, z wieżyczką zakończoną krzyżem.
    Dniem, gdy słońce świeci, albo i nocą nieraz, gdy pełny miesiąc na niebie się waży, krzyżyk ten jaśnieje nad wioską, nad polami, nad okolicą całą, jako znak błogosławieństwa Bożego nad ludźmi. Z wieży głos dzwonów nieraz się rozchodzi i płynie a płynie, wołając ludzi przy święcie na nabożeństwo, albo na smutny obrządek pochowania sąsiada.
    Po za wioską, ku rzeczce, ogrody się