Strona:Klemens Junosza - Ani chwili spoczynku.djvu/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jego ambicya tak daleko nie sięga... Gdzież więc szukać bodźca, który go do tej pracy popycha?
Jak obserwujący z przeciwka zauważył, ów stary stróż w przeciągu czterech godzin trzydzieści ośm razy (!) wstawał do otwierania bramy, a o godzinie 4-ej rano stanął już z miotłą do roboty.
Kto wymyślił urząd kamienicznego stróża w Warszawie? czy widziano kiedykolwiek coś podobnego? Wszak francuzki „conciérge“ jest odźwiernym tylko, siedzi w ciepłej stancyi i żyje sobie szczęśliwie niby klasztorny furtyan. W Petersburgu tak zwany „dwornik“ jest również szwajcarem tylko, nie zamiata on ulic i nie pełni warty po nocach. Niemieccy stróże nocni mają dnie wolne do spania, a u nas dziesięć obowiązków, dziesięć rodzajów pracy ciężkiej wkładają na jednego człowieka. Do niedawna jeszcze ludzie ci sypiali pod schodami, lub w półrozwalonych budach na podwórzach, i nie ma więcej jak dwa lata temu, kiedy skutkiem reklamacyi prassy, władza miejska zobowiązała właścicieli domów, aby stróż miał opalaną stancyjkę...
Lecz i „opalana stancyjka“ nie pomoże wiele, gdy człowiek przeciążony jest nadmiarem pracy i skazany na wieczną bezsenność...
Czy ma on chwilę wytchnienia? czy ma przyjemność jaką lub rozrywkę? Jeżeli nie jest pijakiem i jeżeli nie zalewa się gorzałką, aby sobie sztuczny spoczynek wyrobić, to w niedzielę, zamiotłszy ulicę, odpasuje