Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w niedzielę u proboszcza, po nabożeństwie, i zaraz też powziął myśl odwiedzenia Kalinówki i złożenia pierwszej wizyty.
Los szczególnie sprzyjał jego marzeniom, albowiem Wiktor właśnie wyjechał za interesami do miasta, ciotka poszła na folwark, a w domu była tylko sama Julcia.
Gdy wszedł do pokoju, podała mu rączkę z uśmiechem i rzekła.
— Witam pana sąsiada, w tej chwili poszlę na folwark po ciocię, a tymczasem proszę się rozgościć; niechże pan będzie łaskaw spocznie. Konika pańskiego już odprowadzono do stajni, a piesek jak widzę położył się na ganku. Prześliczne stworzenie!
— Niezrównanej wierności, proszę pani, niezrównanej, jedyny powiernik mych smutków i towarzysz samotności.
— Co do drugiego, przypuszczam; ale żeby mógł być pańskim powiernikiem trudno uwierzyć.
— A jednak... Niema pani wyobrażenia co to za poczciwe stworzenie... doprawdy! Utrzymują, że chart jest najgłupszy ze wszystkich psów, ale to nie prawda; bo proszę pani, gdyby tak było, to zkądżeby się wziął, jak przedstawiają nam obrazy, w psiarni bogini łowów Dyany? Coby robił przy wielkich rycerzach, sławnych kawalerach? Wreszcie dla czegoby ustanawiano od niego podatek? Bo od takich psów płaci się podatek, proszę pani.
— Nie wiedziałem o tem.