Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



III.

Na ogromnym karecianym koniu, jechał jakiś jegomość wysoki niezwykle, szczupły, ubrany z przesadzoną, czysto prowincyonalną elegancyą. Spiczasta bródka hiszpańska uczerniona, również jako i cienkie, w kształt mysich ogonków skręcone wąsiki, czyniły go podobnym do Don Kiszota z Manszy. Ogromny koń stąpał dumnie i z powagą, a jeździec, z powodu zbyt słusznego wzrostu przygarbiony trochę, jaśniał elegancyą i szykiem. Od czapki aż do lakierków wszystko było na nim nowiuteńkie, prosto z igły.
Wyglądał jak z pudełeczka wyjęty, notabene, jeżeli można wyobrazić sobie pudełeczko, mające przynajmniej, biednie licząc, siedm stóp i dziewięć cali długości.
Obok konia biegł chart także ogromny i chudy, nieodstępny pana Kalicińskiego towarzysz. Niefortunny konkurent, który lubił studyować stare sztychy i illustracye, nabrał przekonania, że wszyscy dawni rycerze, zarówno w wyprawach, jako też na łowach, mieli przy sobie takie psiska, wychudzone i długie.
Kaliciński zapoznał się z Wiktorem, Julcią i ciotką