Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cowałem uczciwie, robiłem co do mnie należało, chodziłem do biura punktualnie.
— A jednak dwa razy już cię awans ominął.
— Wielka rzecz! Ominął dwa razy, lecz dostałbym za trzecim. Cioci się zdaje, że dyrektor ma zupełną swobodę w rozdawaniu awansów? Gdy wnosi za kim instancyę człowiek wpływowy, figura, na której dyrektorowi wiele zależy, to trudno, cóż on ma robić? Musi spełnić prośbę, może nawet wbrew własnej woli. Sądzicie panie, że dyrektor jest wszechwładny, lecz to nie prawda; są względy, z któremi musi on się liczyć, jak najzwyczajniejszy śmiertelnik, ale dajmy pokój tej kwestyi. Ostatecznie, cóż mnie to teraz może obchodzić? Jutro zaraz pójdę i podziękuję za posadę, a w tych dniach pojadę do Kalinówki, obejrzę jak tam jest, urządzę mieszkanie. Zobaczycie, jak wam wszystko przygotuję. Pokój dla cioteczki, pokój dla Julci, elegancko, czyściutko, porządnie; odetchniecie sobie po wszystkich kłopotach; cioteczka szczególniej na stare lata znajdzie wypoczynek, który jej się tak dawno, tak słusznie należy.
Tej nocy w skromnem mieszkanku na Lesznie nikt oka nie mógł zmrużyć; szczęście bowiem zwłaszcza niespodziewane, spędza swoim wybrańcom sen z powiek.
Wiktor marzył o pięknem pożytecznem życiu, które będzie nieprzerwanem pasmem dni szczęśliwych i uczciwie spędzonych. Marzył i śmiał się w duchu z tych, którzy posiadając kawał ziemi żyznej,