Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żyjąc wśród przyrody, wśród prostego ludu, utyskują i narzekają, skarżą się i złorzeczą.
On im pokaże, co zrobić można na tem wdzięcznem polu, jakie świetne rezultaty otrzymać!
Marzył, że ta Kalinówka, zwyczajna dziś wioska, taka jak tysiące innych na świecie, pod jego wpływem, w skutek jego pracy i zabiegów, zamieni się w idealnie szczęśliwą oazę, w miniaturowy raj, w którym kwitnąć będzie dobro, piękno i cnota.
Myśli ciotki biegły zupełnie innemi drogami. Kobieta dawnej daty, religijna głęboko, przedewszystkiem pomodliła się gorąco za spokój duszy kuzyna, który uszczęśliwił Wiktora i Julcię. Potem myśl jej pobiegła w dobrze znane strony, do Kalinówki.
Pamięta ciotka doskonale ogród i dwór w Kalinówce; pamięta, gdyż w nim niejedną z lepszych chwil życia spędziła. Tam właśnie, przed laty, serce jej po raz pierwszy żywszem uderzyło tętnem, ale to już tak dawno, bardzo dawno...
Czas potrosze zatarł te wspomnienia, które dziś jak zasuszone kwiaty, pobladłe i bezbarwne, spoczęły na cmentarzu wspomnień.
Westchnęła tylko nad niemi dobra kobieta i zaraz zwróciła myśli na realniejszą drogę, do gospodarstwa, do służby. Ileż pracy ją czeka! Tyle lat w Kalinówce nie było dziedzica, nie było gospodyni! Bóg wie co się tam dzieje? po jakiemu wszystko idzie? Czy są ładne krowy, dość drobiu, czy czuwa nad tem kto? Wszystko wypadnie zreformować, po swojemu przerabiać. Zapewne musi tam być jakaś szafarka, czy klucz-