Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ciasna głowo, jak tobie tłomaczyć. Chłop zawsze chłopem, pokazać mu grosz, to za groszem poleci, a dziesięć rubli z garści wypuści. Ach głupi wy naród, głupi!
— Et, bo pan Mikołaj jeno tak bąka pod nosem. Niechno pan lepiej powie po prostemu, żebyśmy wiedzieli, co jest.
— Bierzcie, bierzcie po dwie morgi. Cóż, wam dosyć, na co wam więcej? Wy sami niechcecie, a trzeba wam wiedzieć, że to nie głupie dwie morgi, ale cały las, het, het pod Zagórowską granicę, to wasz...
— Dyć dworski panie — wtrącił Śmieciucha,
— Ba, dziś dworski, a jak go wyprawujesz, to będzie twój.
— Ale!
— Nie ale, mój kochany, tylko tak. Bądź no tylko cierpliwy, a już ja jego sam wyprawuję dla was, za niedrogie pieniądze. Wam się zdaje, że ja dla siebie z tego co chcę, chowaj Boże. Mnie pieniędzy nie trzeba, tylko na stemple. Bo choć mogę dla was zrobić za darmo, ale trudno, żebym miał jeszcze koszta opłacać.
— A wiele to byłoby onego kosztu? — spytał nieśmiało Kaczorek.
— Głupstwo! jedno głupstwo... Całego kramu rubli sto.
— Oj! oj!
— Cóż jęczysz, głupi człowieku. Sto rubli razem zdaje się dużo, a jak się rozłoży na wszystkich, to ledwie, ledwie po kilka rubli na jednego wypadnie.