Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wszędzie na opozycyę, i któż oponuje? Pan, sąsiad, obywatel, najbardziej rozumiejący potrzebę uszlachetnienia masy ludowej! Ciotka, zacna, religijna kobieta, która złożyła tyle dowodów poświęceń dla bliższych i dalszych nawet ludzi! Oponuje Żarski, a któż jest ten Żarski? Człowiek pracy, syn ubogich rodziców, prawie że dziecko ludu; ten Żarski, który raz, jakiem się dowiedział niedawno, z narażeniem własnego życia ocalił tonącego parobka, ten Żarski, który jako rządca folwarku, każe najstaranniej czyścić zboże dla służby na ordynaryę, ten Żarski, który sam do mnie mówił, że chcąc mieć dobrych parobków, trzeba im dobrze płacić i dobrze ich żywić, i on oponuje! Ale nie koniec na tem, bo oto gajowy, sam chłop, bodaj że w tejże Kalinówce urodzony, oponować wprawdzie nie śmie, ale ramionami wzrusza, jak gdybym ja największe głupstwo popełnił. Przez Boga! powiedzie, co to jest? Czym ja ślepy, czy wy macie oczy zaćmione? Ale nie! nie, ja nie jestem ślepy! ja widzę, widzę dalej, niż państwo mniemacie! Widzę przyszłość jasną, wierzę w to silnie, że w chłopie naszym, najpiękniejszy, najbogatszy materyał na obywatela spoczywa. To złoto, to najszlachetniejszy kruszec, ale wydobyć go trzeba. Wasze poglądy, moi państwo, średniowieczczyzną trącą, a czasy jej już bezpowrotnie minęły.
— Dałoby się coś o tem powiedzieć — wtrącił Kaliciński — mówił mi niedawno jeden poważny człowiek, że siła chodzi przed prawem, i że ta zasada modna nawet jest dzisiaj.
— A, panie szanowny, cóż nam do tego? My