Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom IV.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

wyraził, może być nazwany powiatowym Krezusem, gdyż jest to najzamożniejszy obywatel w okolicy bliższej i dalszej, a nawet jak mówią ludzie tutejszych stosunków świadomi — dalekiej, ale pan Jan biedny jest, na dorobku. Trzyma w dzierżawie od ojca folwarczek nieduży i musi bardzo, bardzo pracować, żeby podołać ciężarom.
— Co pani mówi?
— Mogę pana zapewnić, że tak jest. Pan Jan dostał tę dzierżawę od swego ojca na zwykłych warunkach: płaci czynsz jak każdy w ogóle dzierżawca i dotychczas przynajmniej z bogactwem pana Sylwestra nie ma nic wspólnego.
W sionce dały się słyszeć ciężkie kroki i do pokoju wbiegł Ludwik.
— Kochany Kurosz! zawołał, jak się masz!
Olbrzym pochwycił małego człowieczka w ramiona, podniósł do góry i ucałował.
— Zrobiłeś mi prawdziwą niespodziankę — rzekł.
— I przeszkodziłem w zajęciach — przerwał Kurosz — ale nie będę ci długo zawadzał; wiem, że twój czas drogi; jutro po południu odjeżdżam do domu.
— O tem potem, mój kochany. Odjedziesz wtedy, kiedy cię puszczę, a o mój czas nie kłopocz się: potrafię go zużytkować i dla pacyentów i dla ciebie. Z siostrzyczkami mojemi poznałeś się, jak widzę, więc rekomendacya zbyteczna, zresztą wiedzą one dawno, żeś mój szczery druh i towarzysz młodości.
— Jużem zdążył nawet posprzeczać się z paniami.
— O co?