Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom I.djvu/292

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

ku, taką samą piosnkę śpiewał krawiec i restaurator; istna zmowa pierwszorzędnych impertynentów.
W takiej sytuacyi najlepiej jest... splunąć i okazać pierwszorzędnym, że się o nich nie dba, że po za nimi są jeszcze na świecie sfery drugo, trzecio i dziesiątorzędne, może mniej błyszczące, ale tańsze, poczciwsze, dające to za kopiejki, co pierwszorzędni dziesiątkami rubli każą opłacać.
Trzeba przyzwać na pomoc zasady filozofii praktycznej i zapatrywać się na te rzeczy rozmaicie. Cóż jest właściwie hotel Europejski, jeżeli nie wielka i błyszcząca Dziekanka? i na odwrót, cóż jest Dziekanka? Jest to hotel Europejski, tylko trochę mniejszy i bardziej zakurzony.
Różnica jedynie w formie, treść ta sama: pokój i trochę gratów. Do tego przekonania doszedł pan Damazy stopniowo przez hotel Rzymski, Saski, Słowiański, aż w końcu na Dziekankę trafił. I myśli jego inny przybrały obrót, boć ostatecznie, czy się jest plenipotentem magnata, czy administratorem u dorobkiewicza, czy wreszcie rządcą u zwyczajnego szlachcica — zależność jednakowa, a różnica tylko w stopniu wynagrodzenia... Idzie głównie o czas; gdyby mu dano do wyboru: rządcostwo wielkich dóbr za rok, albo małego folwarczku natychmiast, wybrałby drugie, tem więcej, że owi lepsi od pierwszorzędnych poczciwcy, handlarze i restauratorowie, obsługujący publiczność za tanie pieniądze, ujawniają instynkta mniej delikatne i na ordynaryjnym papierze wypisują drobne, lecz gwałtowne rachunki.