Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom I.djvu/293

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

A jak na nieszczęście, posady plenipotentów i rządców, dotknięte są szczególną epidemią: nie ma ich wcale... Możnaby mniemać, że karbowi, gumienni, parobcy i fornale w całym kraju tak zmądrzeli, że sami sobie dysponują i sami sobie wymyślają od pijaków, gałganów i łotrów.
Dziwne czasy!
Pan Damazy opuścił Dziekankę, przeniósł się na Stare Miasto, oraz poznał bardzo porządny zakład „Pod papugą“, w którym za dwanaście groszy można mieć porcyę flaków zdrowo przyrządzonych i chleba à discrètion. Dowiedział się również, że chcąc się rozgrzać i pocieszyć w strapieniu, niekoniecznie trzeba się udawać do miejsc, w których rozgrzewają się i pocieszają się panowie. Są cały dzień otwarte resursy dorożkarskie, gdzie towar dużo mocniejszy i tańszy.
Z rządcostwa zrezygnował, wziął się natomiast do pośredniczenia w interesach. To jest bardzo miły kawałek chleba i niewymagający nakładów. W przeciągu kilku godzin można zarobić pieniądze, większe, mniejsze, ale zawsze gotówką.
Czasem usłyszy się nieprzyjemność, czasem zapalczywy interesant chce za drzwi pośrednika wyrzucić, ale trudno... Każdy fach ma swoje nieprzyjemności. Nieraz najsławniejszy lekarz, co własną karetą jeździ, usłyszy grubą impertynencyę od wijącego się z bólu pacjenta i chowa to do kieszeni, nie pozując wcale na obrażonego.
Aby tylko były interesa, lecz nie wiele ich jakoś...