Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ono w sobie dość gestykulacyi groźnej, wyrazów przykrych i przekleństw niemiłych do słuchania, ale Izrael Meir przyjął to z pobłażliwym uśmiechem.
— Ja bardzo żałuję — mówił — że się tak stało. Ja wiem, że się źle stało, ale...
— A kto temu winien? Kto temu winien? — krzyczał Karawaner.
— Czy wy nie wiecie kto?
— Ty jesteś winien, ty!
— Dziwne macie wyobrażenie o sprawiedliwości, panie Szymonie. Jakto? Więc, że kobieta zrobiła wam krzywdę, to winowajcą ma być Izrael Meir? Dlaczego Izrael Meir?
— Bo on jest swat!
— Tak, a gdybym wam był nastręczył żonę, jak złoto, z której bylibyście kontenci — to czy dostałbym od was wynagrodzenie nad umowę? Źle sądzicie, panie Karawaner, dalibóg źle! Kto mógł się spodziewać, że ona taka będzie?
— Niech ją dyabli wezmą!
— Niech wezmą! Daję wam uczciwe słowo, że nie robiłbym opozycyi w takim wypadku, a nawet, gdybym to widział, nie krzyczałbym gwałtu! Nie