Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sama potrafię prowadzić i pokażę wam, co ja umiem. Więcej ja delikatną ręką wyciągnę, aniżeli wy wszyscy swojemi wielkiemi łapami...
Gancpomader umarł, lecz pamięć o nim żyje — imię jego wspominane jest nietylko w prywatnych mieszkaniach kapitalistów, ale nawet przed Bankiem.
Zatabaczony jeden staruszek z Gęsiej ulicy, który nie mając nic lepszego do roboty, pisze kronikę współczesną i życiorysy znakomitych ludzi, tak się o nim wyraża: „W roku takim a takim od stworzenia świata, usnął na wieki mąż prawy, zacny, uczony i nabożny, cnót wszelakich pełen, w zasługi nadzwyczajne bogaty, czci ludzkiej i poważania syty. Przed nim chodziła sprawiedliwość, za nim miłosierdzie, bo on sam był miłosierny syn miłosiernych i jaśniał, jako świeca gorejąca, a imię tego męża było Abram, Abram syn Dawida dla swoich, a dla świata i na świecie Gancpomader!“
Tego atoli zatabaczony kronikarz nie dodał, że ów mąż fach swój i zatrudnienie swoje po jubilersku, delikatnie, artystycznie, traktował i że w dzieci i wnuki swe wszczepiał zamiłowanie do filigranowej, subtelnej roboty; ale dzieci nie rozumiały