Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mądrych rad dziadka i po jego śmierci traktowały rzecz swą ordynaryjnie, grubo, po kowalsku. Nie było w ich robocie tego, co się da określić jednym króciutkim wyrazem: „fajn,“ nie było śladu talentu w ich działaniu.
Zaledwie upłynęło pół roku od śmierci dziadka, już jego nauki zostały zapomniane. L. B. Hapergeld uległ zupełnie wpływom żony, którą jakieś licho ciągnęło zawsze do wielkiego świata, która marzyła tylko o tem, żeby mieć własny lombard i córkę hrabinę, a stroić się w same aksamity, atłasy i złoto.
Ulegając jej życzeniom. L. B. Hapergeld zaczął się ubierać już całkiem po niemiecku i można go nieraz spotkać w Saskim ogrodzie, jak paraduje w króciutkiej marynarce, w cylindrze i już nie w talmigoldowych, ale w pozłacanych binoklach na grubym, mięsistym nosie.
Wygląda wspaniale, niby wielki globus, osadzony na grubych i krótkich nogach. Zdrowie mu służy stale, tylko oddech ma trochę zakrótki i szybkość chodzenia go męczy, ale wynalazł na te dolegliwości bardzo skuteczny sposób, sam wynalazł. Chodzi... powoli i śmieje się z doktorów.