Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/235

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sów załatwił, tyle rad dobrych udzielił, tyle wiadomości ciekawych nazbierał; na tem miejscu pięknem, do którego, niby żyły do serca, zbiegały się wszelkie nici spekulacyj, wszelkie geszefta tych małych finansistów, z których każdy ma kantor w głowie, a kasę w kieszeni.
W kilka dni później doszła przed Bank wiadomość, że pan Gancpomader nie żyje. Nie przyszedł tego dnia Hapergeld i jego bracia, ani Szymon Karawaner, ani stary Lufterman i wszyscy byli zmartwieni i opłakiwali swoją stratę.
Wiadomość przyniósł gruby Immerschlecht. Przybiegł zadyszany, zmęczony, ciężko sapał i wytrzeszczył szeroko swe rybie, bezmyślne oczy.
— Gancpomader nie żyje — rzekł.
— Nie żyje?
— Jakim sposobem?
— Kiedy?
— Nie słychać było, żeby chorował.
— Mądry człowiek był — rzekł Immerschlecht.
— Tak, mądry, nie ma gadania; wielki praktykant, wielki znawca do interesów.
— Bardzo mądry!