Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/236

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— I bogaty. Ja myślę, że Hapergeldowie dobrze się pożywią. Karawaner też coś dostanie.
— On? Co on ma dostać? Za co?
— Przecież zięć; jego żona bierze całą sukcesyę.
— Moi panowie — rzekł Immerschlecht — za to, co Karawaner dostanie od swojej żony, jabym nie dał złamanego szeląga. Ona mu jeszcze odbierze; ona mu wszystkie klientki poodmawia.
— Zazdrosna kobieta.
— A ma szczęście!
— W czem może mieć szczęście?
— Takiego ojca mieć, to też szczęście — rzekł Immerschlecht.
— Ma się rozumieć, skoro zostawia ładny majątek.
— I jak zostawia, jak dobrze zostawia! Czy wy wiecie, jak on umarł?
— Jak miał umrzeć? Jak wszyscy.
— Nie. On umarł cicho, spokojnie, bez żadnego kosztu. Nie zarobił na tem ani doktór, ani apteka, ani felczer. Wczoraj po południu posilił się trochę i usiadł w wielkim fotelu, aby się zdrzemnąć cokolwiek. Zawsze miał taki zwyczaj i w domu nikt