Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/227

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


znają się na delikatności uczuć i nie pojmują najprostszych obowiązków.
— Mnie nic tak nie gniewa — mówił Hapergeld — jak ta ich dzika chęć wycofania się z interesu. To jest łajdactwo!
— Podłość!
— Nieuczciwość jest!
— Czy my jesteśmy tacy wymagający? — rzekł pan Sauerbier. — Z nami wszystko można zrobić. Nie może dużo płacić, niech mało płaci; nie może dobrze, nich płaci źle, ale jak chce wszystko spłacić i potem nic nie płacić, to niech go dyabli wezmą!
— Alboż mało takich gałganów jest, co tylko o tem myślą, aby się nas pozbyć, paskudniki! A z czego my mamy mieć utrzymanie? Co damy jeść naszym żonom i dzieciom?
— Wiecie panowie — rzekł pesymistycznie zawsze usposobiony Immerschlecht — ja myślę, oby się moje słowa nie sprawdziły, że może, broń Boże, nadejdzie taki czas, że porządny człowiek nie będzie miał gdzie stu rubli umieścić.
— Daj spokój, taki czas nie przyjdzie.