Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzo w dobrem schronieniu, w starym pugilaresie, co jeszcze dziadów pamięta. Tymczasem młodemu panu Pomidorowi trafił się przypadek.
— Jaki przypadek? — zapytał dziadzio.
— Brzydki przypadek, nieszczęście.
— Zachorował?
— Owszem, jest zdrów, tylko go teraz w Warszawie trochę nie ma.
— A gdzież jest?
— Cała historya; człowiek nigdy nie wie, co go może za przypadek spotkać. Pan Pomidor, młody, porządny chłopiec, uprzykrzył sobie lichwiarstwo, bo uważał, że jest to praca ciężka, a nie opłaca się, jak należy, wziął się więc do innego zatrudnienia.
— Cóż robił?
— Co miał robić, założył sobie kawałek fabryki.
— Fabryki?
— Robił pudełka tekturowe do magazynów. Porządny interes; zatrudniał kilkunastu chłopaków, bardzo dobrze mu szło, coraz lepiej. Trzy pokoje zapełnił samemi pudełkami; prócz tego zakładał skład hurtowy różnej galanteryi i miał w składzie różny towar.