Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/222

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żna nawet co ukraść, ale nie po łajdacku, sprawiedliwie... Wstyd przynosicie całemu zgromadzeniu... I tak dużo na nas gadają, wy wiecie o tem, wiecie, że to gadanie nam nieraz szkodzi, a robicie takie paskudztwo, taki krzyk! Nie możecie to podzielić się godnie, jak ludzie porządni i uczciwi!
Mówka ta cokolwiek pomogła; karpiowaty Immerschlecht odsapnął i ocierał pot z czoła, a ponieważ wymowa jest zaraźliwa, więc po Immerschlechcie przemówił płaczliwym głosem Beispiel, dalej gruby Sauerbier i wreszcie sam dziadzio Gancpomader.
Gdy już duża część żółci wyszła ze stron interesowanych, mógł się dziadzio dowiedzieć nareszcie, o co właściwie idzie.
Było tak; jeden pan zapłacił dług, jaki był winien młodemu panu Nuchymowi Pomidor, zapłacił i był spokój. Pan Pomidor akurat nie miał wtenczas przy sobie wekslu, więc go nie oddał; w czem zresztą nie ma nic dziwnego, bo każdemu się zdarzy coś zapomnieć.
Upłynął rok czasu, czy półtora, tamten pan może także zapomniał, a weksel leżał w szafie, bar-