Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jakoż ochrypli i zaczęli ciężko sapać, rzucając tylko urywkowe słowa, niedokończone frazesy i przekleństwa. Żaden już nie miał siły powiedzieć: „obyś nogi połamał!“ i poprzestawał tylko na wymówieniu „obyś“ — w słusznem mniemaniu, że przeciwnik nie pomyśli, iż to „obyś“ poprzedza życzenia zdrowia, lub wygrania na loteryi.
— Czyje to pieniądze? — zapytał dziadzio.
— Czyje mają być? Są moje! — wrzasnął rudy.
— Niczyje nie są!
— Moje!
— Obyś ty... W najgorszym razie, to jest suma familijna...
— Dlaczego ona ma być familijna? Ona do nas wszystkich należy!
— Obyś ty należał do anioła śmierci, cyganie! Idź ztąd, nie wracaj więcej.
— Dobrze, dobrze, ja pójdę, ale do cyrkułu; ja wam pokażę, co to jest dwa razy pieniądze odbierać!...
— Obyś dwa razy umierał! — krzyknął finansista o kształtach karpia i odepchnął zajadłego faktora na bok. — Sprawiedliwość przedewszystkiem! — wołał — sprawiedliwość grunt! Można oszukać, mo-