Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mogący cierpieć, jeżeli kto inny, a nie on sam, kupuje starą kamizelkę lub podarte kamasze.
Dziadzio Gancpomader uderzał ręką w stół i krzyczał:
— Sza, sza, dzieci!
Ale dzieci nie chciały słuchać wezwania i kłóciły się dalej zawzięcie; więc dziadzio, nie mogąc już dłużej tego wytrzymać, splunął i zawołał wielkim głosem:
— Niech was dyabli wezmą! Ja wychodzę! Z takimi ordynarnymi ludźmi nie mam żadnej przyjemności. Dajcie mi pokój! Urywajcie sobie głowy, jeżeli wam się podoba, ale ja nie chcę być świadkiem takich awantur!
To przemówienie poskutkowało. Pani Jenta uspokoiła się cokolwiek, a jej małżonek, na wezwanie ojca, zaczął tłómaczyć, o co właściwie mu chodzi.
Kto był wczoraj, pan Karawaner domyślił się i odgadł. Była ruda Niemka, bardzo solidna woltyżerka, znajdująca się chwilowo w kłopocie, z powodu, że ktoś z jej przyjaciół nagle wyjechał i coś zapomniał zostawić. Ale to do rzeczy nie należy. Dość, że Niemka potrzebowała na gwałt pieniędzy i chciała dać, broń Boże, nie na zastaw, tylko tro-