Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chę dla pewności, złoty zegarek i broszę z rubinami. Pan Szymon chciał jej wygodzić, ale się targował i odszedł. Ona przyszła do niego po południu, nie zastała go w domu i interes zrobiła pani Jenta. Jestże to uczciwe i przyzwoite? Nie, taki postępek znaczy tyle, co niegodziwość, jest paskudztwo.
Dziadzio chciał wypowiedzieć swoje zdanie, ale pan Karawaner przerwał.
— Za pozwoleniem — rzekł — nie powiedziałem jeszcze wszystkiego. Gdyby mi robił konkurencyę, dajmy na to, pan Pfeifenkopf, albo pan Fischenleber, to powiedziałbym, że jest łajdak, ale szuka dobrej lokacyi dla swego kapitału; ale jeżeli postępuje w podobny sposób żona, moja żona, prawdziwa żona — to, co ja mam powiedzieć?
Obrona pani Jenty była bardzo ognista.
— Jakto? — wołała — ja mam opuścić sposobność dobrego zarobku? Dlaczego? Czy dlatego, że go mój mąż opuścił, że nie umiał korzystać z chwili, że nie robił odrazu, a potem nie czekał w domu, wiedząc bardzo dobrze, że Niemka przyjdzie! On nie chciał — ja zrobiłam, o co mu chodzi? On nic nie ryzykował, ja ryzykowałam. Co jest? Co ma być? Czego on chce, ten paskudnik? Jemu się zdaje, że