Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Proszę was, nie kończcie, bo mnie słabo jest!
— Pan Karawaner też uczuł, że mu słabo, gdy przyszedłszy po ratę, zobaczył takiego gościa. Nie potrzebuję długo opowiadać, że zaraz wycofał swój kapitał z procentem i kosztami, nie czekając aż lew i niedźwiedź dorosną i zjedzą uzdolnioną osobę, wraz z całą jej ewikcyą i odpowiedzialnością.
— Oj, może ona do tej pory już naprawdę zjedzona!
— Nie wiem, może zjedzona, bo wyjechała za granicę i nic o niej nie słychać.
— Koniec świata! Już słyszałam o różnych złych dłużnikach, o takich, co umarli, uciekli, szwindlowali, zastrzelili się, ale o zjedzonym dłużniku, jak życie moje, nie słyszałam.
— Aj, kochana pani, człowiek, choćby sto lat żył, jeszcze nie pozna wszystkich interesów, jakie się mogą przytrafić w takim fachu. Jak pani pozna pana Karawanera, to on opowie pani jeszcze ciekawsze zdarzenia. On miał i takie klientki, co latały w górę na balonie.
— Dajcie pokój!
— Ja wiem, że panibyś nie zrobiła takiego ryzyka, ani ja też. Pan Szymon był ryzykant i po-