Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


życzył jednej takiej trochę pieniędzy przed odjazdem w górę.
— Waryat! czysty waryat! Ma się rozumieć, przepadło.
— Co pani powie? Wcale nie przepadło. Ta osoba spadła na drzewo, jak wrona, pod Mokotowem, a balon złapali chłopi. Nawet kataru nie dostała. Takie szczęście do handlu! Nie potrafię pani nawet w dziesiątej części opowiedzieć, jakie osoby Karawaner znał i jakie one wyrabiały sztuki. Była pomiędzy niemi taka, cokolwieczek niemka, która potrafiła uczepić się jedną nogą za drążek, głowę mieć na dół, w zębach trzymać armatę, a z tej armaty naprawdę strzelali.
— Aj, dość już, dość!
— Czekaj-no pani, były i takie, co potrafiły w krótkim czasie zjeść; co pani myśli, potrafiły zjeść?
— Alboż ja wiem, jak dużo.
— Dużo, bardzo dużo; zgadnij pani.
— Może całe cielę!
— Cielę? Co znowuż! Całe kamienice murowane, folwarki, sukcesye, takie, co już są i takie, których jeszcze nie ma. Wszystko wszystko...