Przejdź do zawartości

Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 — Oj ciężko!
 — Po drugie, nie wypada. Pani jeszcze jesteś bardzo ładna, bardzo delikatna osoba; pani nie powinna się marnować. Po trzecie, Zwanzig miał racyę, ja pani bardzo życzę iść za mąż.
 Pani Jenta skromnie spuściła oczy.
 — Ja się boję — rzekła — może się trafić zły człowiek.
 — Właśnie, to bardzo dobrze; może być grymaśnik, może złośnik, może cały dyabeł, co to panią obchodzi — pani bierze go na lekarstwo. Tran też nie jest dobry, a kto potrzebuje, musi go pić. Pani potrzebuje zmartwienia, musi pani iść za mąż.
 Bardzo długo rozprawiały trzy damy, do późnego wieczora, a rezultat debatów był taki, że nazajutrz Izrael Meir Zwanzig, bardzo po przyjacielsku i życzliwie przyjęty, poczęstowany herbatą z cukrem, konferował przez kilka godzin z panią Jentą.
 Była to konferencya długa i bardzo poważna. Izrael Meir przerywał ją co chwila zapytaniem:
 — Jeszcze pani źle?!

 — Alboż dobrze? — odpowiadała pytaniem na pytanie pani Jenta.