Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie rozumiem, na sumienie nie rozumiem, jaka pani jesteś grymaśnica? Kogoż ja pani mam dać? Ten zły, ten niedobry, ten za stary, ten dla pani za młody, a każdy nie dość bogaty... Co pani chcesz?
— Przedewszystkiem chcę, żeby był bogaty: jeżeli mam brać męża na lekarstwo, niech to będzie lekarstwo w dobrym gatunku. Izrael Meir jest bardzo tani kupiec, chciałby mnie zbyć byle czem...
Zwanzig uśmiechnął się złośliwie.
— No, no — rzekł — przepraszam panią; może ja się mylę... niech się pani nie gniewa... ja już bardzo dawno nie byłem na giełdzie...
— Co ma giełda do mojego małżeństwa i do waszego fachu?
— Bardzo dużo ma, kochana pani.
— No?
— Żebym ja chodził na giełdę, tobym wiedział, że teraz stare baby mają bardzo wysoki kurs.
Pani Hapergeld zrobiła się bardzo czerwona na obliczu, oczy jej błysnęły złowrogo, zerwała się z krzesła i w postawie stojącej, głosem doniosłym i piskliwym, obsypała Izraela Meira gradem obelg i słów nieparlamentarnych, dając mu do zrozumie-