Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Oj, ciężkie, ciężkie!
— To prawda; ale ono idzie do serca, panią serce boli od tego; po drugie, pani masz kłopoty z interesami, pani niedowierzasz swoim synom, pani dłużnik uciekł, to są wszystko też zmartwienia, ale one idą do głowy, a takiego, coby pasowało do żółci, pani teraz nie masz.
— Jakież ono ma być?
— Ono ma być nie zanadto duże, nie zanadto małe, ale trzeba, żeby ono było ciągłe; żebyś je pani miała do herbaty, do kawy, do obiadu, do kolacyi, w pokoju, na spacerze; żeby ono było koło pani ciągle, żebyś pani wiedziała, że je masz — takie zmartwienie idzie właśnie do żółci.
— Gdzie je znaleźć?
— Bardzo łatwo; taki gatunek zmartwienia może pani dać tylko drugi mąż.
Wszystkie trzy damy wybuchnęły śmiechem, a pani Fajerwerk zawołała:
— No, no, Izrael Meir jest tylko Izrael Meir, on umie chodzić krzywemi drogami! Z Muranowa do Krasińskiego ogrodu szedł przez Szmulowiznę i przez Wolskie rogatki, ale przyszedł. Przebrał się za doktora, a jest tylko swat. Pan jesteś bar-