Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ko o słabość. Pani Hapergeldowej brakuje zmartwienia.
Otyła dama zerwała się z ławki.
— Słyszałyście panie? Mnie brakuje zmartwienia?! Mnie? Ja jestem wdowa, nie mam męża, muszę sama prowadzić interesa, mnie jeden dłużnik uciekł za granicę, oby dusza z niego uciekła — i ten człowiek śmie powiedzieć, że ja nie mam zmartwienia. To koniec świata jest, to gałgaństwo jest — tak mówić!
— Widzę jeszcze lepiej, że pani brakuje zmartwienia, bo o jedno słowo robisz pani dziesięć piekieł. Ja dopiero zacząłem mówić, pani już krzyczysz gwałtu. Czekaj-no pani, powoli! Pani masz kilka słabości, a główna pani słabość to jest żółć. Na żółć jest najlepsze lekarstwo zmartwienie, ale trzeba pani wiedzieć, że są różne gatunki żółci i różne gatunki zmartwienia i nie każde zmartwienie pasuje do każdej żółci. Takie, jak pani masz, nie jest w tym gatunku, co trzeba.
— Aj, w bardzo dobrym gatunku!
— Ale nie do pani żółci. Ja zaraz wytłómaczę; nie poczekasz pani nawet pięć minut. Po pierwsze, pani żałujesz męża i to jest ciężkie zmartwienie.