Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Rzemiosła?! Jakie rzemiosła? Może pan chcesz, żeby porządny człowiek był blacharzem i łaził po dachu? Bogu dziękować, ja nie jestem kot i nie potrzebuję takich interesów; nie urodziłem się do takich interesów. Ani mój ojciec, ani mój dziadek nie trudnili się takiem zatrudnieniem i ja także nie będę. Nie mówmy o tem, bo nawet słuchać nie warto. Ja panu wolę jeszcze raz awansu powinszować i powiedzieć do widzenia. Nie przeszkadzam, bo wiem, że się panu spieszy, pan się bardzo spieszy do żony, żeby jej powiedzieć przyjemną nowinę. Ona będzie bardzo kontenta. Dlaczego nie? Owszem, cieszcie się państwo, ja się też cieszę, a pierwszego po południu przyjdę do pana.
Wbrew przypuszczeniom szanownego finansisty, pani Karolowa wiadomość o awansie przyjęła bez szczególnych objawów zachwytu.
Nie znaczy to bynajmniej, że ją sam fakt nie cieszył, ale życie dawało tak niewiele okazyi do uciech, że młoda kobieta zapomniała się śmiać. I w tym razie nie objawiła radości, tylko rzekła z westchnieniem:
— Dzięki Bogu, może wyzwolimy się prędzej!
Na tem się rozmowa skończyła. Podano obiad,