Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pan Karol powiedział parę słów do dzieci i zaraz po obiedzie wyszedł do kupca, u którego rachunki prowadził.
Stosunek wzajemny młodej pary od czasu owych lekcyj buchalteryi bardzo się zmienił. Kochali się, jak dawniej, może więcej jeszcze, gdyż łączyły ich dzieci i lata wspólnego pożycia, szanowali się nawzajem, ale o uczuciach swych już nie mówili. I nietylko o uczuciach, ale w ogóle rozmawiali z sobą bardzo mało; nie mieli na to czasu, a przytem tak on, jak i ona, pragnęli unikać przykrego przedmiotu, który myśli ich nieustannie zajmował.
Przyszedłszy do domu wieczorem, pan Karol znowu się do pracy zabierał, żona zaś jego, oprócz domowych zajęć, których przy dzieciach nigdy nie brak, wzięła także na swe wątłe barki część pracy mężowskiej, przepisywała rachunki po nocach, robiła bilanse.
Na szczęście, roboty im nigdy nie brakło, mieli jej aż tyle, że ledwie mogli podołać, a kiedy im już było bardzo ciężko pod naciskiem Luftermana i jego wspólników, rzucali sobie na pociechę dwa tylko wyrazy:
— Jeszcze rok...