Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


co zechce, tymczasową egzekucyę, położy areszt na pensyi, zajmie ruchomości, zgubi pana.
— Areszt na pensyi, zajęcie! To niepodobna, ja nie mogę tego dopuścić na żaden sposób.
— Ja wiem i dlatego przyleciałem tu, póki jeszcze czas, trzeba zaraz iść.
— Do Hapergelda?
— Do tego łajdaka? Po co?
— No?...
— On nawet nie jest w Warszawie; on sobie pojechał do familii na prowincyę.
— Więc do kogóż?
— Do adwokata; to jest bardzo porządny adwokat, nie taki, jak inni, ale cały mecenas. W Warszawie drugiej takiej głowy nie znajdzie.
— Gdzież mieszka? jak się nazywa? Może ja go znam?
— Pan go nie zna, ale ja znam go dobrze. Niech pan naszykuje dla niego z pięć rubelków, to on się wstrzyma, nie będzie zaraz robił sprawy, a tymczasem...
— Cóż?
— Tymczasem, postaramy się pieniędzy; ja znam kilku bardzo porządnych żydków, oni dadzą.