Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Chaim lubił mówić o sobie, że jest prosty żyd, ale bardzo szlachetny i uczciwy, że cudzą krzywdą rąk swoich nie plami. On uważa, że Hapergeld jest człowiek paskudny, ale cóż robić; jemu się należy.
Chaim, widząc smutne położenie pana Karola, rozczula się, gotów jest wymową swoją wpłynąć na Hapergelda, żeby nie był taki łajdak i żeby przyjął procent, ale Chaim darmo nie może tego robić; jest człowiek biedny i musi z czegoś żyć. Nie wiele, ale kilka rubli za fatygę trzeba mu dać.
Zdarzało się nieraz i tak, bo pan Hapergeld był bardzo popędliwy i gorącego temperamentu, że rozpoczynano kroki prawne. W takim razie przybiegał Chaim, zmęczony i zadyszany, przybiegał z życzliwości, jako przyjaciel, aby ostrzedz pana Karola, co mu grozi.
— Aj, aj, proszę pana, nieszczęście. Ten Hapergeld jest cały łajdak, łapserdak, ja go prosiłem, ja mu...
— Cóż się stało?
— Oddał pański weksel adwokatowi.
— Mój? Na co?
— Zaraz zrobi sprawę, zrobi koszta, dostanie,