Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cach, strzegą nowonarodzonego, bardzo skutecznie podobno, od napaści złych duchów, szatanów, upiorów, dyablików polnych, leśnych i domowych, które, nie mając nic lepszego do roboty, czyhają i dybią tylko na to, żeby zgubić młodą i piękną duszę żydowską...
Bo też jest i dusza niezwyczajna i mądrość osobliwa w każdym takim maleńkim potomku Jakóba! Nawet w żywocie matki nie traci on czasu napróżno, lecz oddaje się nauce Tory i Talmudu, pod kierunkiem anioła, który mu jest stróżem i mistrzem zarazem. Przychodzi na świat mały żydek pełen mądrości, ale niestety, zły duch, czyhający na zgubę człowieka, wnet po przyjściu dziecka na świat, daje mądremu niemowlęciu szczutka pod nos, czem je okropnie przeraża, tak dalece, że w jednej chwili zapomina ono wszystkiego, czego się przez dziewięć miesięcy nauczyło.
Dołeczek, znajdujący się nad wierzchnią wargą, jest najwyraźniejszym śladem tego dyabelskiego figla! Od tego nie obroni żadna „szmira“, lecz od dalszych pokuszeń złego ducha zabezpiecza.
Noworodek, zaopatrzony obficie w czarodziejskie karteczki, ssie pierś matczyną