Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z każdym rokiem robiło się małomiasteczkowym żydom coraz ciaśniej i duszniej — ubywało chleba, a natomiast rozrastała się liczba głodnych.
Ludność żydowska mnoży się niesłychanie szybko, do czego przyczynia się bardzo wczesne zawieranie związków małżeńskich. Obok pokoleń istniejących, dorastają nowe, a środków do utrzymania nędznej egzystencyi coraz mniej.
Miasteczka podupadły, drobne sklepiki i kramy nie przynoszą dochodów, a zresztą jest już tylu sklepikarzy, faktorów, przekupniów, rzemieślników bez znajomości rzemiosła — że życie ich z każdym prawie dniem staje się trudniejsze, a zarobek nie wystarcza nawet na opędzenie tych niesłychanie małych potrzeb, jakie mają żydzi pod względem żywienia się, odziewania i mieszkania.
Panuje też w pośród nich nędza — o jakiej trudno mieć wyobrażenie.
Przypatrzmy się jej bliżej.