Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jednem słowem „silną ręką“ wtłoczyć tę masę w ramy praw obowiązujących ogół wszystkich obywateli.
Na to dostateczne środki posiada państwo.
Lecz i społeczeństwo samo może się do rozwiązania kwestyi nie mało przyczynić, jeżeli konsekwentnie i wytrwale postępować zechce, jeżeli bez nienawiści, która nic nie buduje i do niczego nie prowadzi, ale spokojnie i trzeźwo stawiać będzie tamy, wszędzie gdzie powódź żydowska zagraża.
Prawie cały handel dziś jest w ręku żydów, którzy korzystają też z wyjątkowego położenia i wyzyskują ludność — trzeba więc ich z dotychczas zajmowanych stanowisk wypierać i walczyć z nimi za pomocą konkurencyi uczciwej.
Niech tego bezwzględni wielbiciele żydów nie nazywają systemem ogładzania — gdyż nie o zupełne wydarcie handlu z rąk żydowskich idzie. Idzie tylko o uregulowanie go, o zniesienie monopolów i nadużyć, o wytworzenie konkurencyi przez powołanie do handlu sił świeżych, z innem usposobieniem, wykształceniem, z inną etyką i tradycyą. Idzie o to, ażeby żydzi zmuszeni byli do pewnego stopnia znaleźć się tam,