Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rya nie cofnie się wstecz — powinniśmy liczyć się z tem co jest, i ratować się jak można.
Niech nas nie straszą urojone widma tych żydów, co się już od żydowstwa oderwali, niech nas nie przeraża ich wrzekomo nadzwyczajny, nadnaturalny spryt, nie trwóżmy się upiorem jakiejś ligi tajemniczej, dążącej do opanowania świata — ale raczej zwracajmy uwagę na rzeczywistość, na to, że mamy obok siebie milion ludzi ciemnych, fanatycznych i głodnych. Nie okrzyczana „Alliance israélite“, nie miliony barona Hirsza, nie jakoweś machinacye Rotszyldów powinny uwagę naszą zaprzątać, ale raczej ów tłum, zaludniający nasze miasta i miasteczka, owi hassydzi na wpół dzicy, owi nędzarze nie przebierający w środkach, ażeby tylko zdobyć możność zarobienia.
Tu jest gniazdo tak zwanej kwestyi żydowskiej, tu źródło jej główne!
Prawda, że o reformie żydów zacofanych pisano u nas dużo i oddawna, ale wszystkie desiderata, wyrażone w tej sprawie, zamykały się znowuż w zaczarowanem kole.
Jeżeli przejrzymy literaturę przedmiotu, tak z dawniejszych czasów, jakoteż i dzisiej-